Jego "siema". Styl w jakim pisał, że tęskni tylko przez "tesknie" (bo mu się nie chciało poprawiać). Te głupie memy, które przysyłał o drugiej w nocy. Spędziła tygodnie ucząc AI jego stylu pisania. Posunęła się nawet do tego, iż nagrania z poczty głosowej, wgrała do algorytmu. I któregoś dnia AI odpisało jej jego głosem, że nie powinna jeść kolacji o jedenastej wieczorem. Poczuła uścisk w gardle. AI powiedziało to jego głosem i w jego stylu. Chatboot wytrenowany na wszystkim co miała i wiedziała o byłym - jej odpowiadął. Avatar sklejony ze zdjęć i filmików byłego - odpowiadał jej jego głosem. Słowami jakich używał. Trwało to miesiącami. Coraz bardziej pogrążała się w maraźmie.
Nie piszę tego aby opowiedzieć smutną historię. Piszę bo wszyscy jej znajomi zareagowali na nią tak samo. Że to straszne. Że aplikacje AI to zło. Że trzeba to uregulować.
A mnie interesuje co innego. Co musiało się wcześniej wydarzyć w niej, że wieczorem po rozstaniu zamiast zadzwonić do kogokolwiek otwiera się aplikację i rozmawia z botem?
Przez większość historii ludzkości strata była czymś co każdy umiał znosić, nie że lubił. Że umiał. Był rytuał. Była wspólnota. Sąsiad przynosił jedzenie i siedział bo tak się robiło i nikt go nie pytał czy ma na to ochotę. Ból był wspólny i jakoś oswojony. Nie dlatego, że ludzie byli twardsi dlatego, że nie byli sami.
Dziś jesteśmy sami i mamy na to ładną nazwę. Niezależność, prawo do własnej przestrzeni. Trzy dni urlopu po śmierci ojca i z powrotem do biura w środę, bo projekt sam się nei zrobi.
I nagle w tej pustce pojawia się chatbot i robi jedną rzecz: odpowiada.
Wiem, że coś tu jest nie tak. Rozmowa z botem byłego to nie terapia, to odkładanie sprawy na później. Zamiast przeżyć koniec człowiek odtwarza go piksel po pikselu i stoi w miejscu zamiast iść dalej. Mózg przyzwyczaja się do wzorców a jeśli przez pięć lat pierwszą rzeczą rano było "hej, co słychać" to nagła cisza boli nie tylko emocjonalnie ale i fizycznie. Wiemy o tym i wiemy że aplikacja, która na tym zarabia zaprojektowana jest tak abyś nie odkładał telefonu.
Ale zanim ktoś zacznie pisać projekt ustawy "chroniące" mam jedno spostrzeżenie: 97 mln odwiedzin miesięcznie na pewnej platformie. Wyszukiwania "AI boyfriend" wyskoczyły w górę o 2400% w dwa lata. Połowa dorosłych z problemami psychicznymi i emocjonalnymi, którzy korzystają z chatbotów robi to po to, aby poczuć wsparcie. To nie są dziwacy, to zjawisko na skalę, której nikt się nie spodziewał. I to obrazuje jeden z problemów: ci ludzie nie mają do kogo się odezwać. Nie mają z kim o tym porozmawiać. I nie, tu nie problem w psychologach i psychiatrach.
Pytanie brzmi: czy problem w tym, że odezwali się do bota? Czy w tym, że bot był jedyną dostępną opcją?
Bo ta kobieta pewnego wieczoru nie odpisała. Patrzyła na ekran i nie napisała nic. Zamknęła aplikację.
I to jest jedyna rzecz w tej historii, która daje mi jakąś nadzieję. Nie to, że ktoś ją stamtąd wyciągnął. Nie terapia. Nie zakaz. Tylko to, że sama była na tyle silna, aby przerwać to błędne koło.
Wiem, że cisza po rozstaniu jest nie do zniesienia. Dlatego, że jest ciszą, a nikt jej nigdy nie powiedział co z taką ciszą zrobić. Bo my, jako ludzie, kompletnie zapomnieliśmy, jak to się robi.
Ludzie są stadni i gdy odcinamy wszystkich wokoło, nie ma możliwosci aby ktoś zauważył nasz problem i chciał nam pomóc.
Tu pomijam serwisy, które robią dokładnie to samo co ona - tworzą wirtualnego avatara AI osoby zmarłej. Dają możliwosć rozmowy ze zmarłym za kasę.