Nie jestem ojcem który zabrania wszystkiego. Sam marnowałem czas na rzeczy, przy których każdy rozsądny człowiek wzruszyłby ramionami i wyszedł z pokoju. Pamiętam noce przy grach gdzie jedynym limitem był wschód słońca albo chwila gdy monitor zaczynał wyglądać jak plamka i wtedy szedłem spać bo już więcej nie dawałem rady.
Ale tamte rzeczy miały ostry koniec. Gra się kończyła. Odcinek się kończył. Kaseta w magnetowidzie dobijała do końca i wtedy był czarny ekran i cisza, i człowiek szedł po wodę albo w końcu przyznawał w duchu, że może jednak pora na spanie.
YouTube Kids nie ma końca, tzw. "czarnego ekranu".
Czarny ekran w YouTube Kids jest technicznie możliwy tylko wtedy gdy telefon się rozładuje, ale przy ładowarkach obok łóżka, to scenariusz czysto teoretyczny.
Mózg dziecka nie jest głupi i nie jest uszkodzony. Po prostu układ nagrody liczy co się opłaca, gdzie nagroda jest największa przy najmniejszym wysiłku i wybiera najkrótszą drogę, tak jak każdy z nas wybiera windę zamiast schodów, nawet gdy winda jest wolna i wali w niej moczem. To nie jest wada, to jest optymalizacja. Problem jest tylko taki, że po drugiej stronie tej optymalizacji siedzi kilkuset inżynierów, których jedynym celem jest to, aby twoje dziecko nie odkryło, że minęła godzina lub więcej.
Losowe nagrody, skrzynki, dzienne bonusy, pasek który dochodzi do stu procent i od razu zaczyna od zera, następny filmik który ładuje się zanim zdążysz pomyśleć czy chcesz następny. Gdyby ktokolwiek zaprojektował tak dobrze cokolwiek pożytecznego, świat wyglądałby inaczej. Ale pożyteczne rzeczy mają gorsze budżety.
Efekty są takie, że po siedzeniu przed ekranem dziecko wygląda jak człowiek po operacji na otwartym sercu który właśnie dowiedział się, że jednak musi jeszcze raz być otwierany. Rozbity i nakręcony jednocześnie, co jest kombinacją rzadką w naturze, ale łatwą do rozpoznania po tym, że obiad który stygnie na stole to według niego zbrodnia, to zamach na wolność osobistą porównywalny z historycznymi przykładami których tu nie będę przywoływał bo tekst by się rozrósł.
Kilka dni temu zabrałem synowi telefon na cały dzień. I to nie to, ze młody siedzi cały czas w telefonie - dostaje po prostu okienko 20 minutowe w ciągu dnia na obcowanie z grami czy youtubem. Przez pierwsze 10 minut siedział i patrzył przed siebie z miną kogoś komu powiedziano, że grawitacja to była chwilowa promocja i właśnie się skończyła.
Potem wziął klocki lego. Następnie przez dwie godziny budował coś co sam wymyślił, sam nazwał i przy czym śmiał się do siebie półgłosem, który był jednym z lepszych dźwięków w tym tygodniu. Oczywiście co kilka minut przybiegał z konstrukcją do mnie pochwalić się co zbudował i jakie to ma właściwości. Znaczy statek z gwiezdnych wojen itp. itd.
Pomyślałem, że to jest dokładnie ta czynność, którego algorytm nigdy mu nie powie, bo algorytm zawsze już wie co dać następnego aby dzieciaka trzymać na haj.
A potem zabrałem telefon do sypialni i sprawdziłem YouTube Kids.
Minęły czterdzieści dwie minuty zanim to zauważyłem. Algorytmy ochrony dzieci nie działają. W bajki wsadzają urywki filmów, które nie powinny być przeznaczone dla dzieci. Niestety algorytm youtube jest kulawy i tego nie rejestruje.