Zanim usiądziesz przy kasie, ktoś woła że butelkomat pełny. Idziesz bo musisz i ogarniasz temat. Wracasz spocony. Przy kasie kolejka. Siadasz, skanujesz. Pika terminal, przyszło zamówienie z Glovo, kurier już stoi. Wstajesz, pakujesz, wracasz. Kolejka przez ten czas rosła wykładniczo. Klienci stoją od pięciu minut i są wkur.... Przy kasie samoobsługowej zirytowany klient klika czerwoną buźkę i wychodzi, bo za długo czekał az ktoś podejdzie. Właśnie straciłeś część wypłaty.
Serio. Od kwietnia Biedronka uzależniła połowę premii pracowniczej od kliknięć klientów w kolorowe emotki na ekranie kasy. Żeby te pieniądze w ogóle zobaczyć, sklep musi znaleźć się w lepszej połowie rankingu wszystkich placówek w regionie. Czyli nawet jeśli wszyscy klikają zielono, premia może przepaść, bo sąsiednia Biedronka dostała więcej zielonych tylko dlatego, iż jest połozona w większej dzielnicy. Premia przestała zależeć od pracy. Zależy teraz od szczęścia.
Wcześniej oceniał tajemniczy klient, który przynajmniej wiedział czego szuka i rozumiał co widzi. Teraz ocenia każdy kto kliknie cokolwiek żeby ekran dał mu spokój. Klient zły że skończyło się mleko: czerwona buźka. Klient zdezorientowany bo remont przestawił półki: czerwona buźka. Jakiś nastolatek dla zabawy: czerwona buźka. Nikt z nich nie zdaje sobie sprawy, że kasjer właśnie biegał od butelkomatu do Glovo i z powrotem, bo firma od lat nie chce zatrudnić normalnej liczby ludzi na zmianę. Pracownicy tłumaczą to w mediach społecznościowych, bo do kogo innego mają się odezwać? Firma nie słucha, więc piszą w internecie.
I tu jest właśnie clou tego wszystkiego. Ten system nie powstał po to, żeby poprawić jakość obsługi. Powstał żeby ciąć premie przy zachowaniu pozorów że to nie firma tnie, tylko klienci oceniają. Odpowiedzialność za wypłatę zostaje sprytnie przerzucona na randomowego człowieka przy kasie, który nie ma pojęcia że jego kliknięcie cokolwiek znaczy dla czyjejś kieszeni.
Solidarność mówi wprost, że premie na paskach są dziś o kilkaset złotych niższe niż były dwa lata temu. W odpowiedzi na żądanie tysiąca złotych podwyżki firma powiedziała że nie ma takiej potrzeby i zaproponowała 150 złotych. Kiedy wybuchła afera z buźkami, przestawiła kolejność ikon na ekranie i dodała przycisk "pomiń ankietę". To jest odpowiedź korporacji wartej miliardy na zarzut że system jest niesprawiedliwy wobec ludzi zarabiających pięć tysięcy złotych brutto. Zmienili układ ikon i zamknęli temat.
Pracownicy mają więcej pracy, dostają mniej. Są rozliczani przez kogoś kto nie ma o tym wszystkim bladego pojęcia. I słyszą, że powinni być wdzięczni za to, że mają pracę.
A firma liczy już większe zyski, bo znalazła sposób jak oszczędzać na pracownikach.
Foto: czeluść internetu
Źródła:
Solidarność: "To co się dzieje w Biedronkach to jest TRAGEDIA" (https://www.solidarnosc.org.pl/premie-w-granicach-3-zlotych-to-co-sie-dzieje-w-biedronkach-to-jest-tragedia/)
Pracownicy Biedronki ostrzegają klientów. Chodzi o "buźki" przy kasie (https://www.portalspozywczy.pl/handel/wiadomosci/jedno-klikniecie-przy-kasie-moze-zabrac-premie-w-biedronce-narasta-bunt,289461.html)
Przy kasie jesteś teraz szef. Klikasz smutną buźkę, a pracownik żegna się z premią (https://spidersweb.pl/2026/04/kasy-samoobslugowe-biedronka-oceny-pracownikow.html)
Pracownicy Biedronki krytykują nowy system. "Dla nas to realna premia" (https://finanse.wp.pl/pracownicy-biedronki-krytykuja-nowy-system-dla-nas-to-realna-premia-7292448556656960a)
Spór zbiorowy w Biedronce. Pracownicy żądają 1000 zł podwyżki (https://www.wiadomoscihandlowe.pl/rynek-pracy-w-handlu/spor-zbiorowy-w-biedronce-pracownicy-zadaja-1000-zl-podwyzki-2531821)