Ulga na kota? Nie ma. Ale może być...
Pytanie brzmi tak: skoro państwo dopłaca do termomodernizacji, do internetu, do rehabilitacji, to czemu nie dopłaca do kota.
Baza wiedzy
Pytanie brzmi tak: skoro państwo dopłaca do termomodernizacji, do internetu, do rehabilitacji, to czemu nie dopłaca do kota.
Znam kobietę, która po rozstaniu z facetem wklejała do aplikacji AI jego stare wiadomości do niej.
Mam takiego dziwnego znajomego, który mieszka w Kalifornii. To taki koleś co biega rano, pije zieloną herbatę i mówił o sobie "jestem bardzo świadomy ekologicznie" co w praktyce oznaczało, że segregował śmieci, ale bez przekonania.
Stoję sobie ostatnio przy wejściu do marketu i patrzę, jak starsza pani próbuje wepchnąć do automatu butelkę po wodzie, która najwyraźniej urodziła się przed wejściem ustawy i nie ma zamiaru się z tego tłumaczyć, a maszyna miga jej czerwonym światłem z uporem księdza odmawiającego rozgrzeszenia komuś, kto przyszedł do złego kościoła, i myślę sobie, że to jest kwintesencja tego jak w tym kraju robi się dobre rzeczy w najgorszy możliwy sposób czyli z takim rozmachem organizacyjnym, że sam pomysł zaczyna prosić o litość.
Czterdzieści lat temu wiedza w mojej branży była pilnowana jak przepis na atomówkę.
Przez lata w sporcie funkcjonowało proste założenie: kobieta podczas menstruacji radzi sobie gorzej, więc trzeba na to jakoś reagować, obniżać obciążenia, tłumaczyć gorsze wyniki. Naukowcy z UCL i londyńskiego Institute of Sport, Exercise & Health postanowili to sprawdzić naukowo, zamiast opierać się na przeczuciach. Wyniki są zaskakujące, także dla samych badanych.
Na spotkaniu ktoś mi z pełną powagą oznajmił, że Claude to najbezpieczniejszy model na rynku. Następnego dnia klient, równie pewny siebie, tłumaczył mi, że to ChatGPT jest tym uczciwym. Gdybym miał wierzyć obu na słowo, wyszłoby, że mamy dwóch zwycięzców w konkursie, w którym nikt nie sprawdził regulaminu. Bo prawda jest taka, że nikt z tych ludzi nie czytał polityki prywatności. A po co, skoro od tego są prawnicy, którzy i tak tego nie czytają, tylko czekają aż coś wybuchnie.
Mówił o czymś zupełnie innym jakimś filmie czy zdjęciu z gazety, już nie pamiętam, ale te słowa zostały mi w głowie na lata. Mózg nie ma przycisku delete. Co wejdzie to zostaje a jeśli wchodzi wcześnie, kiedy dziecko jest jeszcze takim niezapisanym dyskiem, zostaje głębiej i mocniej niż wszystko co przyjdzie później.
Miałem jedenaście lat i nie miałem najmniejszego pojęcia co to se..s. Zero, kompletna pustka. Słowo to wpadło do mojego życia gdzieś około 12 roku życia, przemycone szeptem na przerwie w szkole ze śmieszkowaniem i rumieńcem. Dorośli pilnowali, żebyśmy nie zobaczyli tego, co sami sobie oglądali w ukryciu przed nami. Oglądali "świerszczyki" schowane za regałem przemycane z RFN.
Kilka dni temu, policzyłem ile razy syn przesunął palcem w górę przez pół godziny przy telefonie. Zwątpiłem po trzydziestym siódmym razie, nie dlatego że przestałem się interesować, tylko że mi palec zaczął sam drżeć i poczułem, że za chwilę będę potrzebował pomocy.
Jest taki moment w życiu każdego właściciela hotelu, ośrodka wypoczynkowego czy pensjonatu, kiedy ktoś przychodzi do niego z laptopem, pokazuje kilkanaście kolorowych grafik, mówi "zrobimy ci social media, będziesz miał zasięgi" i prosi o osiemset złotych miesięcznie.
Jest takie zdanie, które pada w każdej sprawie rozwodowej, w każdym postanowieniu sądu rodzinnego, w każdej opinii biegłego psychologa, który przez półtorej godziny obserwował rodzinę i wie już wszystko na temat stosunków panujących w rodzinie.
Jak? ano wyobraź sobie, iż jesteś kasjerem w Biedronce.
Był sobie kiedyś termin kliniczny. Żył spokojnie w gabinetach psychiatrycznych i podręcznikach diagnostycznych, opisywał konkretne, mierzalne i poważne zaburzenia osobowości, które dotykają, według najbardziej rozległego badania epidemiologicznego przeprowadzonego na grupie ponad trzydziestu czterech tysięcy dorosłych Amerykanów, mniej więcej sześciu procent populacji. Termin ten nazywał się "narcystyczne zaburzenie osobowości".
Polska ma talent do budowania systemów, które wyglądają jak systemy, działają jak ich atrapy i kończą swoją użyteczność dokładnie w momencie, gdy ktoś naprawdę potrzebuje pomocy. Ochrona zdrowia psychicznego dzieci to pod tym względem to dzieło niemal doskonałe - kafkowski labirynt kompetencji, certyfikatów i nurtów terapeutycznych, przez który przeciśnie się tylko ten, kto ma dość sił, żeby w ogóle szukać wyjścia. A przecież szukają go rodzice dzieci, które już raz próbowały zakończyć swoje życie.
Zacznę od obserwacji, która zapewne wywoła u części czytelniczek odruch protestu, bo jakoś tak się przyjęło, że pewnych rzeczy mówić nie wypada, szczególnie jeśli mówi je mężczyzna, a dotyczą kobiet, i to nie w sposób pochlebny. Niemniej obserwacja ta jest na tyle prawdziwa i na tyle ważna, że uznałem, iż warto podjąć ryzyko.
Zapłaciłeś cztery, może sześć tysięcy złotych. Trzymasz go w ręku. Czujesz, że jest twój. Mylisz się.
Zepsuta maszyna, przepełniony pojemnik. Znamy to na codzień. Dobra wiadomość jest taka, że sklep powyżej 200 m² nie ma wyboru i musi przyjąć twoje opakowania niezależnie od stanu kaucjomatu. Zła? Reszta przepisów wciąż pozostawia sporo do życzenia.
W sierpniu 2024 roku Sąd Rejonowy w Radomiu wydał wyrok, który w normalnym kraju wywołałby skandal na skalę ogólnokrajową. W Polsce przeszedł prawie niezauważony, bo akurat mieliśmy ważniejsze rzeczy do robienia. A szkoda, bo to orzeczenie jest małym, cichym trzęsieniem ziemi pod fundamentami czegoś, co dotychczas uważaliśmy za oczywiste: nikt nie może zmusić cię do zostania rodzicem wbrew twojej woli.
To zdjęcie pokazuje tzw. "błysk cynku". Chodzi tu o bardzo wczesny moment zapłodnienia komórki jajowej. Plemnik nie "odpala życia" jednym strzałem, tylko uruchamia całą serię reakcji chemicznych w komórce jajowej.
Fast food to magia, niestety zamiast czarów masz burgera, niby wygląda jak jedzenie, pachnie jak jedzenie, chrupie jak jedzenie i na dodatek, jeszcze dostajesz go w pudełku z uśmiechem, no bajka.
W Polsce trwa boom na diagnozy ADHD. Prywatne gabinety rosną jak grzyby po deszczu, a w ofercie każdego z nich pojawia się ten sam zestaw: wywiad, kwestionariusze i test MOXO lub EXAT, opisywane jako "nowoczesne i innowacyjne narzędzia diagnostyczne." Problem w tym, że te testy nie diagnozują ADHD. Mierzą funkcje poznawcze, a to zupełnie coś innego.
Jest taki tekst, który zaczyna się od stwierdzenia: "małżonek to jedyna osoba, która pokochała Was z własnej, nieprzymuszonej woli". Brzmi to jak odkrycie Ameryki, ale gdy się chwilę zastanowić, okazuje się, że to jedna z tych rzadkich mądrości, które wyglądają banalnie, a jednak są prawdą.
Większość ludzi niewiele o nim nie słyszała. Nie wywołuje globalnej paniki jak COVID i nie kojarzy się z czymś, co może dotyczyć zwykłego człowieka. A jednak hantawirus potrafi zabić.
Wchodzimy w sytuację, która wkurza nie tylko sztaby generalne, ale także kołnierzyki z Wall Street. Jeśli petrodolar to podstawa, a SWIFT to system komunikacji finansowej, to Cieśnina Ormuz jest niczym tętnica szyjna całego świata. Ktoś ją zaciska - i globalna gospodarka dostaje zapaści w mgnieniu oka. Co może się wydarzyć, gdy ta bańka pęknie.
Świat nie jest podzielony na dobrych i złych, tylko na drapieżników i plankton. Zondacrypto to taki rekin, który nauczył się pływać w szambie, udając, że to czysta, lodowa woda. Myśleliście, że kryptowaluty dają wam wolność? No to właśnie zostaliście oskórowani bez znieczulenia.
Czy amerykański "bak na paliwo" zaczyna właśnie szwankować?
Wchodzisz do sklepu, a sprzedawca patrzy na ciebie jak na swój bankomat i w sekundę decyduje, ile będzie z Ciebie doić. Brzmi trochę jak z kiepskiego filmu science fiction? Niestety, ale dokładnie o to chodzi. Jest patent US-12524776-B2, który opisuje system robiący prawie to samo, tylko nie tak wprost - zamiast człowieka masz algorytm, a dane zastępują "luźne spojrzenie". I to nie jakaś przyszłość, to dzieje się teraz tak całkiem na serio.
Kupujemy inteligentne urządzenia, bo ułatwiają życie. Tymczasem każde z nich to potencjalne narzędzie inwigilacji. Nie dlatego, że ktoś je tak zaprojektował. Dlatego, że fizyka nie zna pojęcia prywatności.
Przetrwaliśmy rozbiory, dwie wojny światowe, komunizm i kilkanaście lat Polsatu. Wybudowaliśmy kraj od zera, weszliśmy do NATO, do Unii, zrobiliśmy cud gospodarczy, który ekonomiści opisują w podręcznikach.
Teheran, grudzień 2025. Rial wali się tak szybko, że sklepy po prostu przestają wystawiać ceny. Inflacja zjada oszczędności życia w kilka dni, a apteki świecą pustkami. To już nie jest zwykły kryzys - to coś dużo gorszego, można powiedzieć, że kraj się rozpada od środka. I teraz właśnie, z tego wszystkiego, na ulice znów wylegli ludzie. Największa fala protestów od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku.
Wyobraź sobie takiego faceta, który każdego ranka budzi się z tym dziwnym ciężarem w sercu. Ojca, który cały czas walczy o choćby jeden uścisk od swojego dziecka, a zamiast miłości spotyka mur zbudowany z nienawiści - wszystko przez manipulacje byłej partnerki. To nie jest jakaś wymyślona historia - to życie codzienne milionów mężczyzn, także u nas w Polsce.
Za każdym razem, gdy Iran atakuje, jest ten sam schemat: potępienia, szczyty, rezolucje ONZ, nowe sankcje i nic tak naprawdę się nie zmienia. Za kilka tygodni znów ten sam cyrk. Dlaczego nikt po prostu nie ucisza Iranu? Odpowiedź jest trochę trudna do przełknięcia, bo żadna z dostępnych opcji nie jest lepsza niż to, co mamy teraz.
Tak, dobrze czytacie. PiS naprawdę rozważa wystawienie Przemysława Czarnka jako swojego kandydata na premiera. Tego samego gościa, który jako minister edukacji sprawił, że słowo "edukacja" zaczęło brzmieć jak coś, co trzeba omijać szerokim łukiem.
28 lutego 2025 roku Trump przywitał Zełenskiego w drzwiach Białego Domu ironicznym "O, dziś się wystroiłeś". Chwilę później protrumpowski dziennikarz Brian Glenn pytał ukraińskiego prezydenta publicznie, czy w ogóle posiada garnitur i czy nie uważa, że brak garnituru w Gabinecie Owalnym to obraza dla Ameryki. Trump wcześniej wysyłał przez doradców sygnały, żeby Zełenski jednak założył coś stosownego. Zełenski odmówił. Powiedział że założy garnitur, kiedy skończy się wojna.
Przez trzydzieści lat Europa robiła to, co potrafi najlepiej: rzucała kasą w socjal, fruwała na klimatyczne spotkania, a do tego żywiła nadzieję, że Ameryka w końcu dorzuci swoje czołgi, jak będzie trzeba.
Karol Nawrocki i Adam Glapiński stanęli przed kamerami i powiedzieli, że mają dla Polski 185 miliardów złotych. Za darmo. Bez odsetek. Bez europejskich warunków. Brzmi świetnie, problem w tym, że żaden z nich nie powiedział, skąd te pieniądze mają konkretnie pochodzić.
W 2024 roku profesor Jiang rzucił swoim studentom trzy przewidywania: Trump wygra wybory, Stany Zjednoczone wejdą w konflikt z Iranem i przegrają tę wojnę. Dwa pierwsze wydarzyły się naprawdę. Ten trzeci jest dla niego pewny jak amen w pacierzu. Nie ocenia sytuacji według liczby rakiet czy samolotów, ale podlewa wszystko chłodną logiką przeciągania się walki.
Pewien przedsiębiorca prowadzi małą firmę. Kilku pracowników, legalne i uczciwe faktury, podatki płacone punktualnie od wielu lat. Człowiek, który nigdy w życiu nie miał do czynienia z US inaczej niż jako petent składający kolejne deklaracje. Parę miesięcy temu dowiedział się, że jego konto bankowe było od jakiegoś czasu obserwowane przez algorytm. Że system przypisał mu pewien wskaźnik ryzyka. Iż gdyby ten wskaźnik był trochę wyższy, kontrola ruszyłaby zanim zdążyłby złożyć roczną deklarację. Zapytał od kiedy to tak działa. Szczerze? od 2019 roku. Czyli od sześciu lat żyje w państwie, w którym jego konto bankowe jest pod stałym nadzorem algorytmu, a on o tym po prostu nie wiedział. I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Kiedy w sobotę rano zobaczyłem pierwsze nagłówki o eksplozjach w Teheranie, pomyślałem sobie, że historia ma naprawdę okrutne poczucie humoru. Oto bowiem największe mocarstwo świata, po dwóch dekadach wojen, które nie rozwiązały absolutnie niczego, po Afganistanie oddanym talibom, po Iraku, z którego wyrosło ISIS, po Syrii, do której nikt nie wie po co wchodził i po co wychodził - postanowiło spróbować jeszcze raz. Tym razem na pewno wyjdzie.
W Polsce toczy się od lat spór o "żołnierzy wyklętych". Spór pozornie historyczny, w praktyce głęboko polityczny. Każda strona ma swoich świadków, swoje dokumenty, swoją prawdę. Ale gdzieś w środku tej debaty znikają konkretne imiona i nazwiska. Znikają ludzie.
Miało być tak pięknie - technologia miała rozbudzać wyobraźnię, pobudzać kreatywność, a stała się narzędziem do psychicznego terroru.
„Dom za 1 euro we Włoszech!” – duża akcja w mediach społecznościowych. Zdjęcia: domek, zachodzące słońce, kieliszek wina i od razu zaczynasz marzyć o super okazji małym kosztem i pięknym otoczeniu. Tylko że potem rzeczywistość okazuje się inna i uśmiech znika szybciej niż twoja wpłata.
W ostatnich dniach Sąd Okręgowy w Nowym Sączu wydał wyrok w sprawie, która poruszyła opinię publiczną i rzuciła cień na działalność instytucji opiekuńczych prowadzonych przez zakony. Dwie byłe pracownice Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie - siostra Bożena K. oraz była dyrektorka Bronisława G. - zostały skazane za systematyczne znęcanie się nad niepełnosprawnymi dziećmi.
1 grudnia 2025 roku Władimir Putin podpisał federalny budżet Rosji na lata 2026-2028 - dokument, który nie jest zwykłym planem finansowym, lecz manifestem wojny totalnej.
Dolar amerykański od dekad dyktuje warunki handlu, rezerw i sankcji. Pamiętacie, jak w latach 90. wydawał się niezniszczalny, jak jakiś superbohater z komiksu Marvela? A tu nagle, w grudniu 2025 roku, kraje BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA i ich nowi przyjaciele) wyciągają asa z rękawa: walutę Unit. Nie, to nie nazwa nowego smartfona czy kryptowaluty dla hipsterów. To poważna próba stworzenia alternatywy dla dolara, która ma wstrząsnąć globalnym systemem monetarnym. Ale czy naprawdę wstrząśnie, czy tylko lekko zakołysze?
Dolar amerykański od dekad dyktuje warunki handlu, rezerw i sankcji. Pamiętacie, jak w latach 90. wydawał się niezniszczalny, jak jakiś superbohater z komiksu Marvela? A tu nagle, w grudniu 2025 roku, kraje BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA i ich nowi przyjaciele) wyciągają asa z rękawa: walutę Unit. Nie, to nie nazwa nowego smartfona czy kryptowaluty dla hipsterów. To poważna próba stworzenia alternatywy dla dolara, która ma wstrząsnąć globalnym systemem monetarnym. Ale czy naprawdę wstrząśnie, czy tylko lekko zakołysze?
Trzy powody, dla których Ameryka ratuje Rosję przed samozniszczeniem - i dlaczego to boli Geopolityka przypomina grę w Monopoly, ale z atomówkami zamiast hoteli. Siedzimy tu w grudniu 2025 roku, a świat wciąż kręci się wokół tej samej osi: Rosja, Ukraina, USA i ten niekończący się taniec na krawędzi przepaści.
Jako dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem w tematach społecznych, widziałem, jak te platformy ewoluowały od narzędzi komunikacji do potencjalnych pułapek psychicznych. Raporty z 2025 roku, w tym z UCSF i CDC, malują ponury obraz: wzrost depresji, lęku, cyberprzemocy, groomingu i stalkingu. Choć niektóre studia podkreślają korzyści, dominujące dowody sugerują, że ryzyka przeważają, zwłaszcza dla najmłodszych. Ten felieton, oparty na najnowszych danych, skupia się na negatywach, by pobudzić do refleksji i działania. Zdrowie psychiczne pod ostrzałem: Depresja i lęk
W PiS wrze jak w ulu – frakcja "maślarzy" (Czarnek, Sasin, Bocheński, Jaki) bije się o wpływy z ekipą Morawieckiego. Prezes Kaczyński zwołuje pilne narady (najnowsza 12 grudnia), bo sondaże pikują i wynoszą poniżej 30%, a Konfederacja czai się na elektorat. Ziobro "topi" partię z Węgier, Nawrocki wetuje ustawy, chaos w NBP... PiS działa reaktywnie, gasi pożary i zapomina o atakowaniu Tuska. Czy to rozłam? Koalicja z radykałami w 2027? A może Kaczyński opanuje bałagan? Co Wy myślicie – PiS odbije się od dna czy się roztopi?
Coraz więcej rodziców oraz nauczycieli wrzuca zdjęcia swoich pociech do sieci, często nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak to może być niebezpieczne.
Właśnie ogłoszona National Security Strategy 2025, ta 33-stronicowa biblia polityki "America First", to nie jest zwykły raport. To manifest, który stawia Stany Zjednoczone na piedestale suwerenności, siły gospodarczej i non-interwencjonizmu, a resztę świata - w tym naszą starą, dobrą Europę - traktuje jak niesforne dziecko, które musi dorosnąć.
Ach, polska polityka - ten niekończący się serial, w którym bohaterowie zmieniają role szybciej niż kryptowaluty wahają się na giełdzie. Tym razem w roli głównej Sławomir Mentzen, twarz Konfederacji, który jak rycerz na białym koniu (albo raczej na blockchainie) ruszył na ratunek rynkowi krypto. A wszystko to, bo - jak plotki głoszą - sam ma w portfelu tyle bitcoinów, że mógłby nimi wykupić pół Sejmu. No dobra, może nie pół, ale na pewno wystarczająco, by poczuć ból, gdy rząd Tuska próbuje nałożyć na to wszystko nowe regulacje.
Sklepy wielkopowierzchniowe - świątynie konsumpcji, gdzie każdy z nas udaje, że jest panem własnego losu, pchając wózek pełen promocyjnych pierdół, które jutro wylądują w koszu na śmieci.
Wyobraźmy sobie oczy psa, te wierne, brązowe oczy, wpatrzone w dal, gdzie świat kończy się na długości krótkiego łańcucha. Oczy, w których odbija się niebo, ale nigdy wolność. Oczy, które codziennie gasną w samotności, zimnie i bólu. To nie jest bajka, to rzeczywistość tysięcy zwierząt w Polsce – psów skazanych na gehennę uwięzi. A dziś, w grudniowy dzień 2025 roku, prezydent Karol Nawrocki jednym podpisem – a właściwie jego brakiem – przedłużył tę mękę. Zawetował ustawę łańcuchową, tę, która miała wreszcie zerwać kajdany z psich szyj. I co? Psy pozostaną na łańcuchach, ich katusze będą trwać, a my, ludzie? Nie, niektórzy nie zasługują na to miano. Jak można być tak nieludzkim?
Kiedyś tolerancja była cnotą ludzi wolnych: umiejętnością słuchania innego zdania bez natychmiastowej chęci zniszczenia rozmówcy. Dziś coraz częściej staje się narzędziem kneblowania tych, którzy mają odwagę myśleć głośno.
Twardy jak Roman Bratny! Ten pomysł wpadł mi do głowy, gdy wróciłem wcześniej z pracy i myślałem nad tym, na co spożytkuję wolną godzinę.